niedziela, 8 lutego 2015

Po co chodzić do lekarza?


Po co chodzić do lekarza?
Leki na wszystko można dostać bez recepty.
Nawet te dla takich maluszków jak mój Demon. A wizyta z dzieckiem w przychodni to zwykle tylko złapanie kolejnej choroby. Ostatni przykład to wizyta u lekarza z kaszelkiem - powrót z różyczką (a na kaszel dostaliśmy pulneo, które i tak można dostać bez recepty).
Lekarze nie leczą. Oni tylko obsługują kolejnych klientów.
Co mam na myśli? A to, że nawet malutkiego dziecka, które samo nie powie co mu dolega lekarz nie ogląda dokładnie tylko sprawdza to co rodzice ewentualnie zgłaszają. I w ten oto sposób w zeszłym roku przez 3 miesiące chodziliśmy z maleńkim, niespełna rocznym dzieckiem po lekarzach, bo ciągle gorączka, bo nie chce jeść - diagnoza raz, że ząbki, raz, że katarek, innym razem gardełko. A po tych 3 miesiącach w końcu ja sama dopatrzyłam się torbieli pod językiem. W międzyczasie widziało go kilku pediatrów, którzy do buźki zaglądali i 2 laryngologów. I żaden nie widział. Bo żaden nie sprawdził, nie szukał. A przecież nawet głupia pleśniawka mogła się schować pod językiem i powodować te same objawy. Ale przecież ja nie zgłaszałam, że coś pod językiem jest, więc nikt nie zaglądał.
W tym roku podobna sytuacja - próchnica na ząbku, lekarka, która zaglądała mu do buzi nawet nie spojrzała na ząbki. Bo to się sprawdza przecież podczas bilansu dwulatka, a do tego jeszcze 3 miesiące...
Jak w takich warunkach jako matka mam nie zwariować? Kiedy z doświadczenia wynika, że żadnemu lekarzowi nie można zaufać i jeśli sama nie znajdę, nie doszukam się informacji, nie nauczę się to moje dziecko będzie cierpieć? Przecież to lekarz powinien zadbać o to, żeby wszystko sprawdzić, bo rodzice coś przecież mogli przeoczyć. Ale nie. Po co. Niech się inni martwią.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz