Miałam okazję skorzystać dzisiaj z metra, a przy tej okazji z ruchomych schodów. Dzięki uprzejmości napotkanej pani, która korzystała z tych samych ruchomych schodów, tyle, że o jeden schodek wyżej dowiedziałam się, że "dobrze jest zostawiać jeden schodek odstępu, wtedy nie musimy się dotykać". Tę, jakże odkrywczą myśl przekazała mi z wyrazem twarzy godnym guwernantki strofującej niesforne paniątka, a potem jeszcze dla podkreślenia wagi swych słów, pokiwała kilkakrotnie głową. Z racji tego, że zostałam jaśnie oświecona, poczułam potrzebę przekazania tej wiedzy dalej. Chytra nie jestem, dobrem należy się dzielić. Czujcie się uświadomieni.
Tyle, że tłok był, bo wszyscy co z metra wyleźli, pchali się jak zwykle na schody. O "zostawieniu schodka" mowy być nie mogło, bo ci, którzy szli z tyłu skutecznie upychali tych z przodu - wiadomo...
Ech... dlaczego ludzie nie potrafią pilnować własnych spraw? Myślałam, że w dużym mieście mniej jest takich oszołomów, że to raczej przypadłość małych miasteczek, z rodzaju takich z jakiego pochodzę, gdzie wszyscy znają każdego, ale jednak nie. To chyba kwestia statystyki. Tu jest ich po prostu więcej i pewnie szanse ich spotkania też są większe?
Mi się ostatnio niestety limit cierpliwości dla świrów wyczerpał, i nie pozostawiłam tej miłej pani bez odpowiedzi. Poradziłam jej, żeby na drugi raz szła zwykłymi schodami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz