wtorek, 23 lutego 2016

Trening czystości... (kto w ogóle wymyślił tą nazwę?!)

Jesteśmy z Mężem na etapie rozstroju nerwowego przechodzącego w zaburzenie dwubiegunowe. Demon potrafi zawołać mnie w nocy, że chce iść siusiu, a w dzień z uporem maniaka robić kałuże na podłogę. A my wraz z jego humorami raz popadamy w depresję a innym razem łapiemy się nadziei, z optymizmem i naiwnością dziecięcia, że może to wreszcie już, że może załapał... Ale nieeee.. Przed chwilą jednakże przeszedł już sam siebie...

Słyszę wołanie:
Demon: Maaaamuuuusiu!
Ja: Co?
Demon: [z dumą] Umyłem ci okno mamusiu. Pjoszę bajdzo. Dziękuję.

Bez komentarza...

piątek, 5 lutego 2016

Dom wariatów...

Demon w trakcie tzw. treningu czystości (nie pojmuję skąd ta nazwa, bo z czystością to nie ma absolutnie i bezwzględnie NIC wspólnego?!).
Tymczasująca u nas sunia Awia, cudne psisko, dostała właśnie pierwszej cieczki. Mort, nie za bardzo wiedząc co z tym zrobić, bo od pół roku już jest pozbawiony swoich klejnotów, rzucił fochem. Chodzi tylko za nią i pociąga nosem, z miną jakby próbował sobie przypomnieć coś szalenie istotnego, ale niestety nie pamięta co...
A do tego nasz drób postanowił się na złość naszym staraniom rozmnożyć i pomimo niesprzyjających warunków, pozbawienia ich wszelkiego miejsca na gniazdowanie i produktów do budowy gniazda wysiedziały pisklaki w karmidełku...
Niestety karmidełko za małe i za zimne miejsce nie dające szans na przetrwanie - pierwsze wyklute nie przeżyły.
Nie mając serca patrzeć na śmierć ostatniego ocalałego, chcąc nie chcąc, zostałam mamką takiego oto brzydala. Szanse na przeżycie ma nadal nikłe, ale przynajmniej jakieś...
I tak oto pędzelek z eyelinera stał się karmidełkiem, bo nic innego nie było wystarczająco miękkie i małe. Karmienie papką co 1,5 godziny...
Chyba wiem jak wygląda posiadanie kilkorga dzieci w rożnym wieku - nastolatków, prawie przedszkolaka i noworodka...

To dwudniowe pisklę Amadyny Zebrowatej.
Ślepe i nieopierzone. Ma niewiele ponad centymetr... i bądźmy szczerzy.. jest brzydalem. 

Trzymajcie kciuki, może przeżyje.

sobota, 30 stycznia 2016

Taka sytuacja...

Demon skubie bułę, krusząc przy ty okropnie (jak zwykle)
Mąż: Synu! Ale ty śmiecisz! Mama nie nadąży sprzątać...

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Teraz!Natychmiast!JUŻ!

Kolejna sytuacja potwierdzająca, że zmusić mojego Męża do jakiejkolwiek aktywności można tylko  porządnym kopem (czasem nie tylko w przenośni....)

Od kilku dni brodzę w odmętach obcych mi technologii informatycznych. Wczoraj na ten przykład walczyłam z korespondencją seryjną i żeby dostać na wyjściu to co chciałam ostatecznie potrzebowałam 5 (słownie:pięciu) programów. Czy naprawdę nie da się tego prościej??

Dzisiaj ostatecznie utknęłam na czym innym. Szukam w necie co dalej i nic pomocnego znaleźć nie mogę, problem zupełnie obcy, nikt się z nim nie objawia, nikt rozwiązania nie podaje... Koniec końców trafiam na coś co wydaje się być pomocne, ale żeby to sprawdzić potrzebuję AdWordsów. Teraz, natychmiast, już, bo ja już tak mam, że jak trafiam na problem to muszę go rozwiązać natychmiast nieodwołalnie i ostatecznie, bo inaczej sczeznę, padnę trupem i w ogóle.. taki imperatyw, nie do przeskoczenia, wierzcie, próbowałam wielokrotnie bez skutku.
Dostęp do mojej iskierki nadziei posiada Mąż na swoim koncie, więc wołam rozpaczliwie Adwordsy mi daaaaC!! Teraz!Natychmiast!JUŻ! Żyć bez nich nie mogę, stoją mi na drodze do szczęścia niepojętego na razie i udręk mych końca. Na to Mąż się obrusza, marudzi coś... Nie słucham, opętana wizją rozwiązania tkwiącego gdzieś tam na jego koncie, do którego z niepojętych powodów mi broni dostępu, problemy jakieś stwarza, i ogólnie nieprzychylnością jakąś epatuje. Czasu na to nie mam. Adwordsy daj. Teraz!Natychmiast!JUŻ!!!
W końcu dostępu udzielił. Okazało się to ślepą uliczką.
Znalazłam ostatecznie rozwiązanie trochę na około. Usatysfakcjonowana ale i umęczona okropnie wracam do rzeczywistości powoli.. Mąż sfoszały jakiś.
Co jest? "Bo nakrzyczałaś"
WTF??!! Że co?!!
FAKfakfakfak...

Zepchnąć babcię ze schodów i spytać czemu tak szybko zeszła....

Godzinę później Mąż sam stwierdza, że dopiero jak krzyknęłam to uznał, że potrzebuję chyba jakiejś pomocy... Ale uświadomił to sobie dopiero po tym jak mu przeszła obraza za to, że krzyczę.


wtorek, 24 listopada 2015

Szukając plusów...



Przy całym tym gównie, które wniosła w moje życie teściowa jest jedna rzecz, którą można rozpatrywać w kategoriach pozytywnych. 
Otóż skoro spotkałam już najgorszą osobę w swoim życiu, każda następna, na którą trafię w przyszłości może być już tylko lepsza :)

czwartek, 10 września 2015

Nic ważnego

Wychodzimy wczoraj na spacer całym stadem czyli ja, Mąż, Demon i pies. Pies leci do przodu i ciągnie mnie za sobą, ale kątem oka zauważam, że jest jakieś ogłoszenie wisi na bramie. Pytam więc Męża, który szedł wolniej z młodym, co też tam na tym ogłoszeniu jest napisane. On mi na to, że nic ważnego.
Dzisiaj rano puszczam wodę pod prysznicem i czekam... zimna... Czekam dalej. W końcu poddaję się i włażę pod ten lodowaty strumień.
Potem, przy okazji południowego spaceru sprawdzam ogłoszenie osobiście:
"Administracja uprzejmie informuje, że w dn. 10 września br nie będzie ciepłej wody od 4.00 do 22.00".

agrr