piątek, 13 marca 2015

RIP Mistrzu

"W zaułku, chwilowo nieoglądanym przez przechodniów, ktoś zwany Regiem Shoe, kto był martwy, rozejrzał się w obie strony. Po czym wyjął z kieszeni pędzel i puszkę z farbą, i wymalował na murze: 
UMARŁ TAK! ODSZEDŁ NIE! 
I odbiegł, a przynajmniej z wielką szybkością odszedł, powłócząc nogami."

poniedziałek, 9 marca 2015

...a idźcie się wytarzać w tojadzie

Moda na nieszczepienie jest niebezpieczna, ale to nie jedyny niebezpieczny trend. Czekam tylko kiedy zwolennicy naturalnej odporności zaczną nawoływać do niepodawania dzieciom antybiotyków i innych leków i leczenie ich tylko "metodami naturalnymi". 
Ja wiem, ze w Polsce antybiotyki są nadużywane. Sama jestem tego przykładem. W dzieciństwie dostawałam antybiotyki kilka razy w roku, bo nikt nie brał pod uwagę w latach 80/90 czegoś takiego jak alergie. Każde kichnięcie to był antybiotyk i tyle. Ale boję się, że to co się dzieje teraz skończy się nawoływaniem do tego, by zapalenie płuc u dziecka leczyć syropem z cebuli...
O bardzo skrajnych reakcjach po antybiotyku mało się mówi, ale to tylko kwestia czasu, by ktoś wykorzystał takie przypadki by postulować nie podawanie antybiotyków w ogóle (tak jak to jest ze szczepionkami). 
Sama znam przypadek, kiedy dorosła osoba, która nie miała żadnych alergii po kuracji antybiotykiem dostała alergii dosłownie na wszystko. Pewnie takich przypadków jest więcej. Odpowiednio opakowane mogą się stać przesłanką do tego by straszyć rodziców, że antybiotyki to zło.
Że w ogóle leki syntetyczne to zło. 
Czytałam jakiś czas temu dyskusję pod newsem, że unia europejska chce się przyjrzeć rynkowi suplementów diety i wprowadzić dla ich producentów podobne zasady jak przy produkcji i wprowadzaniu leków. Tłumaczą to tym, ze kontrole "naturalnych" specyfików wykazały, że ich skład był bardzo niejednorodny - każda pigułka zawierała trochę co innego, a wiele suplementów nie zawierało tego co deklarowali producenci.
Wydaje się, że w interesie każdego kto z takich suplementów korzysta jest to, by taka kontrola była. W końcu skoro ludziom tak bardzo zależy na zdrowiu to woleliby, żeby tabletki, które łykają były najwyższej jakości. Ale nie.... Komentarze , które się pojawiły jednoznacznie zakwalifikowały to jako spisek przeciwko tym, którzy leczą a kierowany przez koncerny farmaceutyczne, które trują. W ogóle wszystkie leki syntetyczne to zło i szkodzą. Jedyne co leczy to naturalne substancje, zioła itp. W ogolę tyko to co naturalne jest dobre dla organizmu - tylko to co z natury nie szkodzi. 
Tia... to idźcie się wytarzać w tojadzie zobaczymy czy wam nie zaszkodzi - przecież naturalne.
Ciekawe jak wiele osób, które przeziębienie polecają leczyć syropkiem z cebuli i czosnkiem zdają sobie sprawę z tego, jak obciążając na wątrobę działają? Że czosnek obniża ciśnienie i jego większa ilość, u osób z niskim ciśnieniem (jak ja) może powodować nawet utratę przytomności? Mięta tak polecana przy niestrawności powoduje zatrzymanie wody w organizmie - dla osób np. z cukrzycą nie za dobre wyjście....
Prawda jest taka, ze większość leków syntetycznych czerpało z natury - tyle, że wyizolowano substancję np. z rośliny, która powodowała, ze ta roślina miała dane właściwości lecznicze i tylko tą substancję umieszcza się w leku, pomijając pozostałe, które albo nie mają znaczenia, albo mogą powodować negatywne skutki uboczne. Wszystkim zwolennikom medycyny naturalnej proponuję hodować sobie pleśń w domu i podjadać przy okazji infekcji - jak dobrze pójdzie może akurat uda się wyhodować tego z penicyliną.

sobota, 7 marca 2015

Szczepienia cd... czyli co autor miał na myśli w poprzednim poście, wyciąg z dyskusji na FB

Pisząc o lekarce, która bała się, że będzie na nią nie chodziło mi o to, że lekarz się przyzna do winy, raczej o to, że lekarze powinni poważniej traktować temat szczepień i naprawdę sprawdzać czy dane dziecko można zaszczepić. Nie tylko spytać czy nie ma gorączki, ale obserwować dziecko na każdej wizycie. Wtedy te sygnały, które dyskwalifikują do szczepienia mogą zostać zauważone. Na przykład Demon miał problem z oczkami, ale żaden lekarz przez 3 miesiące nie zainteresował się, że dziecko zezuje. Sami lataliśmy z nim po neurologach i okulistach. Tak samo było kiedy miał torbiel pod językiem - prawie 4 miesiące, 3 laryngologów i żaden nie znalazł - znalazłam ja. Podsumowując - pisząc ten post miałam na myśli, że jakby lekarze naprawdę badali dzieci, to pewnie większości NOP dało by się uniknąć.
Więc może cała energia, którą przeciwnicy szczepień wkładają w walkę ze szczepionkami jako złem wszelakim, powinni włożyć w to, aby się czepiać lekarzy, a nie kierować swoją kampanię ku rodzicom? To lekarze ignorują NOP, tak jak ignorują wiele innych objawów i ogólnie mam wrażenie, że zamiast starać się postawić diagnozę i wyleczyć pacjenta to przepisują paracetamol i mają wszystko gdzieś. Ja mam za złe ruchom antyszczepionkowym to, że sieją panikę, grają na emocjach rodziców. Lekarze mają gdzieś NOP, ale oni przesadzają w drugą stronę - czasem mam wrażenie, że zaszczepienie dziecka to gorsze niż zbrodnie hitlerowskie. A co powiedzą przeciwnicy szczepień tym rodzicom, których dzieci będą mieć powikłania po odrze? Sorry, taki mamy klimat?
Tu pojawiło się pytanie: "skoro zaszczepiłaś dziecko, a lekarze i producent szczepionki mówi Ci, ze ona ma dać Twojemu dziecku odporność - to czemu w ogóle się boisz? A... no dlatego ze ta szczepionka wcale nie gwarantuje ze Twoje dziecko nie zachoruje. Wobec tego - czemu je zaszczepiłaś w ogóle?" A no dlatego, że po pierwsze primo liczę na to, że będę w tych 95%, którym się jednak uda uzyskać odporność, a jeśli nie to chociaż przebieg choroby będzie lżejszy i uniknę powikłań. Oraz po to, że jak będę mieć drugie dziecko, żeby to starsze nie przywlekło do domu z przedszkola czegoś, z czym niemowlak sobie nie poradzi.
 I tu dochodzimy do sedna dyskusji  Po pracy w synapsis nie szłam odważnie na żadne szczepienie. Przed szczepieniami szłam do neurologa, żeby chociaż sprawdzić to co da się sprawdzić, czy aby wszystko wygląda ok. Tylko to samo "mając świadomość, że czasu już nie cofniesz" mogłabym powiedzieć w sytuacji, kiedy młody by zachorował i miał powikłania po odrze np. Tak jak napisałam na początku, znając nieudolność lekarzy zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno dobrze zakwalifikowała to co miał w styczniu jako różyczkę, czy aby się nie pomyliła i to nie była odra? A jak tak to czy będą powikłania? W kampanii antyszczepionkowej nie zgadzam się tylko z jednym - tą jednostronnością - że szczepionki są absolutnie złe i nie należy szczepić żadnego dziecka, a jeśli to robisz to jesteś wyrodną matką skazującą swoje dziecko na wieczne potępienie. Natomiast nieszczepienie jest panaceum na wszystko. Taką samą jednostronnością, jaką prezentują pediatrzy (większość przynajmniej), że szczepić można na 10 rzeczy na raz i nie ma żadnego znaczenia, że dziecko ma akurat katarek - jak nie ma 40 st gorączki to szczepimy. Oba podejścia są w mojej ocenie złe. I dlatego uważam, że ruchy antyszepionkowe też powinny wziąć odpowiedzialność za to co głoszą a przez to rozumiem mniej straszenia rodziców a więcej nacisku na lekarzy.
W odpowiedzi czytam, że " A ja się nie zgodzę - nie mogą brać odpowiedzialności bo nie zabraniają szczepić. A Państwo jako takie nakazuje - i to jest zasadnicza różnica."
Może i nie zabraniają bo nie mają ku temu narzędzi, ale manipulują danymi i (o co mam największe pretensje) straszą i piętnują rodziców, którzy szczepią jako idiotów, którzy z głupoty i nieświadomości robią krzywdę własnym dzieciom. Po prostu mam wrażenie, ze ten ruch był potrzebny, ale główny nacisk sprzeciwu powinien był być skierowany do lekarzy. Zamiast tego stał się "modą". Tak jak dieta bezglutenowa, czy żywność "organiczna". A osoby, które nie zaszczepiły są lepsiejszymi rodzicami.

piątek, 6 marca 2015

Szczepienia

Znowu powrócił temat szczepień. Ręce mi opadają jak słucham zwolenników ruchu antyszczepionkowego. 
Najbardziej rozwalają mnie argumenty w stylu - "jeśli [szczepionki] są skuteczne, to ci odpowiedzialni rodzice powinni się czuć bezpiecznie." Tia...
I z tego powodu Demon pomimo szczepienia złapał różyczkę, bo jest dzieckiem szpitalnym, którego odporność nie rozwijała się w cieplarnianych warunkach, nie był karmiony wyłącznie piersią do 6 miesiąca życia i przed ukończeniem roku miał trzy zabiegi operacyjne, po których był szprycowany sterydami i antybiotykami.
Kolejny argument, który usłyszałam jest jeszcze lepszy: "Z tego co mi wiadomo to wirusy i bakterie mutują od szczepień i antybiotyków (w przypadku bakterii), a nie od nieszczepienia". Bez komentarza.
No i oczywiście last but not least "szczepienia powodują autyzm".
Ja nie neguję faktu, ze zdarzają się przypadki powikłań poszczepiennych daleko gorszych od gorączki i zaczerwienienia w miejscu kłucia. Ale to nie jest wina szczepionek jako takich a nieprawidłowego zakwalifikowania do szczepienia dziecka, które szczepione być nie powinny.
Demonowi szczepienie wypadło akurat pomiędzy dwiema operacjami. Dziecko miało 3,5 miesiąca i czekał go kolejny zabieg. Poszliśmy do internisty i usłyszeliśmy, że szczepienie ma się nijak do operacji i można go zaszczepić na dziesięć rzeczy na raz i nie ma to znaczenia. Ale to nasza decyzja, bo "później jak się coś stanie to będzie na mnie" (tak, dokładnie te słowa usłyszeliśmy od pediatry). A na kogo k_wa ma być?! To ja studiowałam 6 lat medycynę czy ona?! Zaszczepiliśmy, a potem się okazało, że lepiej było odłożyć, bo po operacji dostawał taką dawkę antybiotyków i sterydów, że organizm i tak nie zdążył nabrać odporności. Po co chodzić do lekarza?
Mamy w Polsce kilka przypadków odry. Jeden z nich to chłopiec, któremu lekarze odłożyli szczepienie do 10 roku życia, ze względu na inne schorzenia. Nie doczekał, zachorował w wieku 9 lat, bo co roku w Polsce przybywa kilka tysięcy niesczepionych dzieci i coraz łatwiej wirusy i bakterie się rozprzestrzeniają.
A ja znowu nie mogę spać w nocy, bo się zastanawiam, czy aby dobrze była postawiona diagnoza Demona i czy to na pewno była różyczka a nie odra.
A co do wolności... nie chcesz szczepić dziecka, OK. Ale dzieci nieszczepione z wyboru nie powinny być w takim razie przyjmowane do przedszkoli i szkół, żeby nie narażać pozostałych. Jak się znajdzie jakaś prywatna szkoła która takie dzieci przyjmie to ich sprawa - wtedy rzeczywiście można powiedzieć, że wybierają nieszczepienie na własne ryzyko. Nie szczepisz? To trzymaj swoje dziecko z dala od mojego.