Znowu powrócił temat szczepień. Ręce mi opadają jak słucham zwolenników ruchu antyszczepionkowego.
Najbardziej rozwalają mnie argumenty w stylu - "jeśli [szczepionki] są skuteczne, to ci odpowiedzialni rodzice powinni się czuć bezpiecznie." Tia...
I z tego powodu Demon pomimo szczepienia złapał różyczkę, bo jest dzieckiem szpitalnym, którego odporność nie rozwijała się w cieplarnianych warunkach, nie był karmiony wyłącznie piersią do 6 miesiąca życia i przed ukończeniem roku miał trzy zabiegi operacyjne, po których był szprycowany sterydami i antybiotykami.
Kolejny argument, który usłyszałam jest jeszcze lepszy: "Z tego co mi wiadomo to wirusy i bakterie mutują od szczepień i antybiotyków (w przypadku bakterii), a nie od nieszczepienia". Bez komentarza.
No i oczywiście last but not least "szczepienia powodują autyzm".
Ja nie neguję faktu, ze zdarzają się przypadki powikłań poszczepiennych daleko gorszych od gorączki i zaczerwienienia w miejscu kłucia. Ale to nie jest wina szczepionek jako takich a nieprawidłowego zakwalifikowania do szczepienia dziecka, które szczepione być nie powinny.
Demonowi szczepienie wypadło akurat pomiędzy dwiema operacjami. Dziecko miało 3,5 miesiąca i czekał go kolejny zabieg. Poszliśmy do internisty i usłyszeliśmy, że szczepienie ma się nijak do operacji i można go zaszczepić na dziesięć rzeczy na raz i nie ma to znaczenia. Ale to nasza decyzja, bo "później jak się coś stanie to będzie na mnie" (tak, dokładnie te słowa usłyszeliśmy od pediatry). A na kogo k_wa ma być?! To ja studiowałam 6 lat medycynę czy ona?! Zaszczepiliśmy, a potem się okazało, że lepiej było odłożyć, bo po operacji dostawał taką dawkę antybiotyków i sterydów, że organizm i tak nie zdążył nabrać odporności. Po co chodzić do lekarza?
Mamy w Polsce kilka przypadków odry. Jeden z nich to chłopiec, któremu lekarze odłożyli szczepienie do 10 roku życia, ze względu na inne schorzenia. Nie doczekał, zachorował w wieku 9 lat, bo co roku w Polsce przybywa kilka tysięcy niesczepionych dzieci i coraz łatwiej wirusy i bakterie się rozprzestrzeniają.
A ja znowu nie mogę spać w nocy, bo się zastanawiam, czy aby dobrze była postawiona diagnoza Demona i czy to na pewno była różyczka a nie odra.
A co do wolności... nie chcesz szczepić dziecka, OK. Ale dzieci nieszczepione z wyboru nie powinny być w takim razie przyjmowane do przedszkoli i szkół, żeby nie narażać pozostałych. Jak się znajdzie jakaś prywatna szkoła która takie dzieci przyjmie to ich sprawa - wtedy rzeczywiście można powiedzieć, że wybierają nieszczepienie na własne ryzyko. Nie szczepisz? To trzymaj swoje dziecko z dala od mojego.
No i oczywiście last but not least "szczepienia powodują autyzm".
Ja nie neguję faktu, ze zdarzają się przypadki powikłań poszczepiennych daleko gorszych od gorączki i zaczerwienienia w miejscu kłucia. Ale to nie jest wina szczepionek jako takich a nieprawidłowego zakwalifikowania do szczepienia dziecka, które szczepione być nie powinny.
Demonowi szczepienie wypadło akurat pomiędzy dwiema operacjami. Dziecko miało 3,5 miesiąca i czekał go kolejny zabieg. Poszliśmy do internisty i usłyszeliśmy, że szczepienie ma się nijak do operacji i można go zaszczepić na dziesięć rzeczy na raz i nie ma to znaczenia. Ale to nasza decyzja, bo "później jak się coś stanie to będzie na mnie" (tak, dokładnie te słowa usłyszeliśmy od pediatry). A na kogo k_wa ma być?! To ja studiowałam 6 lat medycynę czy ona?! Zaszczepiliśmy, a potem się okazało, że lepiej było odłożyć, bo po operacji dostawał taką dawkę antybiotyków i sterydów, że organizm i tak nie zdążył nabrać odporności. Po co chodzić do lekarza?
Mamy w Polsce kilka przypadków odry. Jeden z nich to chłopiec, któremu lekarze odłożyli szczepienie do 10 roku życia, ze względu na inne schorzenia. Nie doczekał, zachorował w wieku 9 lat, bo co roku w Polsce przybywa kilka tysięcy niesczepionych dzieci i coraz łatwiej wirusy i bakterie się rozprzestrzeniają.
A ja znowu nie mogę spać w nocy, bo się zastanawiam, czy aby dobrze była postawiona diagnoza Demona i czy to na pewno była różyczka a nie odra.
A co do wolności... nie chcesz szczepić dziecka, OK. Ale dzieci nieszczepione z wyboru nie powinny być w takim razie przyjmowane do przedszkoli i szkół, żeby nie narażać pozostałych. Jak się znajdzie jakaś prywatna szkoła która takie dzieci przyjmie to ich sprawa - wtedy rzeczywiście można powiedzieć, że wybierają nieszczepienie na własne ryzyko. Nie szczepisz? To trzymaj swoje dziecko z dala od mojego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz