Demon w trakcie tzw. treningu czystości (nie pojmuję skąd ta nazwa, bo z czystością to nie ma absolutnie i bezwzględnie NIC wspólnego?!).
Tymczasująca u nas sunia Awia, cudne psisko, dostała właśnie pierwszej cieczki. Mort, nie za bardzo wiedząc co z tym zrobić, bo od pół roku już jest pozbawiony swoich klejnotów, rzucił fochem. Chodzi tylko za nią i pociąga nosem, z miną jakby próbował sobie przypomnieć coś szalenie istotnego, ale niestety nie pamięta co...
A do tego nasz drób postanowił się na złość naszym staraniom rozmnożyć i pomimo niesprzyjających warunków, pozbawienia ich wszelkiego miejsca na gniazdowanie i produktów do budowy gniazda wysiedziały pisklaki w karmidełku...
Niestety karmidełko za małe i za zimne miejsce nie dające szans na przetrwanie - pierwsze wyklute nie przeżyły.
Nie mając serca patrzeć na śmierć ostatniego ocalałego, chcąc nie chcąc, zostałam mamką takiego oto brzydala. Szanse na przeżycie ma nadal nikłe, ale przynajmniej jakieś...
I tak oto pędzelek z eyelinera stał się karmidełkiem, bo nic innego nie było wystarczająco miękkie i małe. Karmienie papką co 1,5 godziny...
Chyba wiem jak wygląda posiadanie kilkorga dzieci w rożnym wieku - nastolatków, prawie przedszkolaka i noworodka...
To dwudniowe pisklę Amadyny Zebrowatej.
Ślepe i nieopierzone. Ma niewiele ponad centymetr... i bądźmy szczerzy.. jest brzydalem.
Trzymajcie kciuki, może przeżyje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz