Jesteśmy z Mężem na etapie rozstroju nerwowego przechodzącego w zaburzenie dwubiegunowe. Demon potrafi zawołać mnie w nocy, że chce iść siusiu, a w dzień z uporem maniaka robić kałuże na podłogę. A my wraz z jego humorami raz popadamy w depresję a innym razem łapiemy się nadziei, z optymizmem i naiwnością dziecięcia, że może to wreszcie już, że może załapał... Ale nieeee.. Przed chwilą jednakże przeszedł już sam siebie...
Słyszę wołanie:
Demon: Maaaamuuuusiu!
Ja: Co?
Demon: [z dumą] Umyłem ci okno mamusiu. Pjoszę bajdzo. Dziękuję.
Bez komentarza...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz